Porno, shemale, sex? Kobiecy transseksualizm w pułapce języka
O szalonych fantazjach seksualnych heteroseksualnych mężczyzn z czasów kaset VHS i tym, jak wpłynęły one na postrzeganie kobiet transseksualnych w społeczeństwie. Ujęcie historyczno-lingwistyczne egzonimu.

Język nigdy nie pozostaje obojętny wobec ludzkiej seksualności i tożsamości. Często działa jak cichy architekt rzeczywistości - nadaje kształty, wytycza granice, a czasem wznosi niewidzialne mury ludzkiej percepcji. W sferze intymności szczególnie wyraźnie widać, jak pojedyncze słowa potrafią zarówno otwierać przestrzeń na zrozumienie, jak i zamykać ją w ciasnych, upraszczających ramach. Dzisiejsza refleksja dotyczy właśnie tych ram - mechanizmów, które zamieniają bogactwo kobiecego transseksualizmu w wygodną kategorię konsumencką, opakowaną w plastikową frazę "shemale".
Prawdą jest, że niektóre kobiety transpłciowe świadomie zwracają się do siebie w ten sposób i naturalnie pozwalają innym mówić tak do siebie. Jest to ich wybór, związany często w sposób bezpośredni z ich prywatną seksualnością. Może to oznaczać swego rodzaju fetysz wulgarności, tak samo jak w przypadku cis-kobiet, gdy chcą, aby zwracano się do nich per "kurwo". Tak samo i kobieta trans może zgodnie ze swoimi preferencjami faworyzować także wulgarny zwrot opisujący.
W dzisiejszym tekście postaramy się zburzyć te mury wyobraźni i wspomóc czytelnika w zrozumieniu istoty problemu. Czynnik lingwistyczny zostanie rozłożony na czynniki pierwsze, a wszelkie wątpliwości związane z nazewnictwem kobiet transpłciowych skutecznie rozwiane.
Eufemizmy, egzonimy i mechanizmy językowej władzy
W lingwistyce od dawna wiadomo, że nazwy nadawane grupom "z zewnątrz" rzadko bywają neutralne. Amerykański lingwista James A. Matisoff, wprowadzając rozróżnienie na autonimy i egzonimy w swojej pracy z 1986 roku The languages and dialects of Tibeto-Burman, zauważył trafnie:
Ludzką naturą jest to, że egzonimy mają tendencję do bycia pejoratywnymi raczej niż komplementarnymi, szczególnie gdy istnieje rzeczywista lub wyobrażona różnica w poziomie kulturowym między grupą wewnętrzną a zewnętrzną.
Negatywne słowotwórstwo względem odmiennych grup, kultur czy nacji nie jest wyłącznie kwestią złej woli. To mechanizm antropologiczny - dominująca grupa językowa tworzy uproszczone, często stygmatyzujące określenia dla tych, których doświadczenie wykracza poza jej ramy poznawcze. Z czasem takie słowa wchodzą do powszechnego obiegu, stają się "normalne", a ich pierwotna obraźliwość zaciera się w świadomości użytkowników. Egzonim przestaje być postrzegany jako zewnętrzna etykieta - zaczyna funkcjonować jako rzekomo obiektywny opis.
Warto odróżnić eufemizm od egzonimu. Eufemizm łagodzi rzeczywistość, by uczynić ją bardziej strawną ("odejść" zamiast "umrzeć"). Egzonim natomiast często pełni funkcję porządkującą świat według logiki grupy dominującej - upraszcza, redukuje, a nierzadko deprecjonuje. Oba zjawiska spotykają się jednak w jednym punkcie: język nigdy nie jest tylko narzędziem opisu. Jest narzędziem władzy symbolicznej.
Od "Eskimo" do "Inuit": lekcja, której nie sposób zignorować
Klasycznym przykładem egzonimu, który przez dekady funkcjonował jako "neutralna" nazwa, a następnie został odrzucony przez samą grupę, jest określenie "Eskimo". Termin ten, choć przez długi czas używany w literaturze naukowej i popularnej, nie pochodzi z języków ludów Arktyki. Jego etymologia pozostaje sporna - najprawdopodobniej wywodzi się z języka Innu (Montagnais) i pierwotnie oznaczał "tego, kto wiąże rakiety śnieżne". Ludowa etymologia łącząca go z "zjadaczem surowego mięsa" okazała się zdyskredytowana, lecz to właśnie ona przez lata wzmacniała negatywne konotacje.
Dla wielu Inuitów, Yupików i Aleutów słowo "Eskimo" stało się symbolem kolonialnego spojrzenia - zewnętrznej, upraszczającej etykiety narzuconej przez przybyszów. W 1977 roku Inuit Circumpolar Council oficjalnie przyjęło nazwę "Inuit" jako wspólną dla ludów zamieszkujących regiony okołobiegunowe. W 2010 roku rada wydała rezolucję wzywającą świat nauki i instytucje do rezygnacji z terminu "Eskimo" oraz "paleo-Eskimo" na rzecz "Inuit" i "Paleo-Inuit".
Rezolucja Inuit Circumpolar Council z 2010 roku jasno pokazuje, że nawet głęboko zakorzenione w języku określenia mogą - i powinny - ulegać zmianie, gdy grupa, której dotyczą, uznaje je za obraźliwe. Proces ten nie jest błyskawiczny. Egzonimy stają się częścią kulturowego dziedzictwa języka dominującego i opór przed ich porzuceniem bywa silny. A jednak zmiana jest możliwa, gdy szacunek dla samookreślenia przeważa nad wygodą przyzwyczajenia.
Ten przykład stanowi doskonały punkt odniesienia dla zjawisk obserwowanych w zupełnie innej sferze - świecie seksu i pornografii.
"Shemale" - narodziny komercyjnego egzonimu

W przeciwieństwie do "Eskimo", które wyrosło z kolonialnego kontaktu, termin "shemale" (lub "she-male") jest tworem znacznie bardziej świadomym i celowym. Pojawił się w przemyśle pornograficznym przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych jako narzędzie marketingowe. Łączył zaimkowe "she" (kobieca prezentacja) z "male" (biologiczne męskie genitalia), tworząc kategorię mającą sprzedawać treści heteroseksualnym mężczyznom bez uruchamiania homofobicznych mechanizmów obronnych.
Wielu użytkowników w Polsce trafia na tego typu treści właśnie przez zestawienie ze sobą całego zwrotu "shemale porno" - tak samo w wyszukiwarce, jak i w głębszej warstwie swojej świadomości. Jak trafnie ujęła to felietonistka seksualna Regina Lynn w swojej kolumnie dla Wired z 2007 roku:
Marketerzy pornograficzni używają określenia "she-male" w bardzo konkretnym celu - aby sprzedawać pornografię heteroseksualnym mężczyznom bez wyzwalania ich homofobii - co nie ma nic wspólnego z prawdziwymi osobami transpłciowymi.
Melissa Hope Ditmore, ekspertka zajmująca się prawami osób pracujących w seksie, w swojej Encyklopedii Prostytucji i Sex Workingu podkreśla z kolei, że termin:
...jest wynalazkiem przemysłu pornograficznego i większość transkobiet uważa go za odrażający.
Biolożka Joan Roughgarden, autorka książki Evolution's Rainbow, odrzuciła stosowanie tego określenia nawet w literaturze przyrodniczej, uznając je za:
...degradujące i zapożyczone z przemysłu pornograficznego.
Praca Joan Roughgarden "Evolution's Rainbow" (University of California Press) oraz liczne analizy branży porno pokazują jeden wspólny mianownik - "shemale" nie powstało jako nazwa tożsamości. Powstało jako kategoria towarowa, podkreślająca rozbieżność między prezentacją a biologią - dokładnie ten element, który w pornografii stanowił o komercyjnej atrakcyjności.
Pułapka językowa kobiecego transseksualizmu

Problem z "shemale" nie polega wyłącznie na jego mocy uwłaczania. Polega on na tym, że termin ten aktywnie deformuje sposób, w jaki postrzegana jest kobieca tożsamość transseksualna. Zamiast oddawać wewnętrzną spójność doświadczenia - tożsamość, ciało, historię, pragnienia - redukuje je do jednej, sensacyjnej cechy. Osoba staje się "mieszanką", "niespodzianką", "kategorią specjalną".
W ten sposób język pornografii nie opisuje rzeczywistości - on ją konstruuje na potrzeby konsumpcji. Podobnie jak dawne egzonimy etniczne, "shemale" narzuca perspektywę zewnętrzną, w której tożsamość transkobiety istnieje przede wszystkim jako obiekt fascynacji lub fetyszu, a nie jako pełnoprawna, autonomiczna podmiotowość.
Osoby poszukujące kobiecego transseksualizmu w przestrzeni internetowej często napotykają właśnie ten język - język, który nie zostawia miejsca na niuanse, na autentyczną narrację, na szacunek dla samookreślenia. W rezultacie wiele transkobiet czuje się wykluczonych zarówno z głównego nurtu randkowego. Nieustanne przypomnienia w kategoriach tworzonych przez pornografię tylko to utwierdzają. Nie wspominając nawet o presji społecznej związanej z transfobią.
Lekka bryza przemian społecznych i językowych
Dominacja popularnego zwrotu, przez fantazje erotyczne Polaków i innych narodowości, odcisnęła mocne piętno. Nie jest to jednak wada nieusuwalna. Analizy ruchu w polskiej sieci internetowej ujawniają jednak coraz większą społeczną chęć zdobycia merytorycznej wiedzy.
Coraz więcej osób w Polsce wpisuje w wyszukiwarki frazy mające tłumaczyć to, dlaczego shemale jest obraźliwe, czy też świadczące o ujawnieniu realnego źródła problemu, jak przykładowo "shemale czy trans kobieta - różnica". Co istotne, współczesny przemysł pornograficzny częściowo odchodzi od tego terminu - zastępując go bardziej naturalnym sformułowaniem "trans". Zmiana ta wynika jednak głównie z presji ekonomicznej i wizerunkowej, a nie z głębokiej refleksji nad mechanizmami językowymi. W codziennym obiegu "shemale" wciąż funkcjonuje jako wygodna, lecz jednocześnie szkodliwa etykieta.
Język szacunku jako alternatywa dla kategorii konsumenckich

Na tym tle szczególnie wyraźnie rysuje się potrzeba innego, lepszej jakości języka - języka, który nie redukuje, lecz otwiera. W naszym wcześniejszym tekście o tworzeniu dobrego opisu na profilu w Wink3r podkreślaliśmy, jak ważne jest, by słowa oddawały rzeczywiste doświadczenie, a nie narzucały gotowe szablony. Podobnie jest z określeniami tożsamościowymi.
Autentyczność wymaga odwagi porzucenia wygodnych, lecz krzywdzących etykiet. Wymaga gotowości do słuchania, jak dana osoba sama siebie nazywa i jak chce być postrzegana. Wymaga zrozumienia, że kobiecy transseksualizm to nie kategoria pornograficzna, lecz spektrum żywych, złożonych doświadczeń - tak samo różnorodnych jak doświadczenia każdej innej grupy.
Nie bez powodu w naszych artykułach podkreślamy wielokrotnie granicę dobrego smaku w kontaktach międzyludzkich i to, że wolność seksualna nie oznacza braku odpowiedzialności za słowa. Ta sama zasada obowiązuje w kontekście języka tożsamości. Swoboda nie polega na tym, by bezrefleksyjnie powtarzać kategorie, które komuś innemu przynoszą krzywdę. Polega na świadomym wyborze słów, które szanują godność drugiej osoby.
Na Wink3r wierzymy, że przestrzeń randkowa może - i powinna - być miejscem, w którym język służy zbudowaniu wyjątkowego połączenia między dwojgiem ludzi, a nie kategoryzacji. Osoby szukające jak poznać transseksualną kobietę mogą tu budować autentyczne połączenia bez narzuconych etykiet. Jest to miejsce, gdzie transkobieta oznacza po prostu kobietę, której historia obejmuje doświadczenie transseksualne - bez dodatkowych, sensacyjnych przymiotników. Gdzie autentyczność nie jest hasłem marketingowym, lecz praktyką codzienną.
Ku językowi, który nie więzi
Historia "Eskimo" uczy, że nawet głęboko zakorzenione określenia mogą odejść, gdy grupa, której dotyczą, zyska głos i szacunek. Historia "shemale" pokazuje, że niektóre terminy nigdy nie powinny były powstać - bo od początku służyły nie rzetelnemu opisowi, lecz rosnącym słupkom sprzedaży.
Poszukując randki z trans w Polsce, należy zwracać uwagę zarówno na warstwę lingwistyczną, jak i na formę wypowiedzi. Szczególnie należy o tym pamiętać, jeżeli posługujemy się takimi metodami jak clear coding. Bardzo łatwo niestety, w przypływie chwilowego uniesienia zapomnieć o krzywdzących ramach słownych.
Kobiecy transseksualizm zasługuje na język, który nie jest pułapką. Język, który nie podkreśla rozbieżności dla efektu, lecz pozwala na pełne, wielowymiarowe istnienie. Język, w którym ona nie wymaga cudzysłowu ani wyjaśnienia w nawiasie.
Jeśli ten tekst poruszył w Tobie jakąś strunę - jeśli zastanawiasz się, jak Twoje własne słowa wpływają na to, jak postrzegasz innych - zostaw komentarz poniżej. Chętnie poznamy Twoje refleksje. A jeśli szukasz przestrzeni, w której autentyczność i szacunek nie są pustymi frazesami, dołącz do Wink3r. Tutaj budujemy społeczność, w której każdy może być sobą - bez narzuconych kategorii, bez pornograficznych filtrów, z pełnym poszanowaniem dla tego, kim naprawdę jest.
Bo prawdziwe połączenie zaczyna się tam, gdzie kończy się język pułapek.
